Aby poprawić leczenie chorych na SM, potrzebne większe zaangażowanie

Stwardnienie rozsiane jest przewlekłą, postępującą chorobą, która dotyka przede wszystkim osoby w wieku 20-40 lat, ale także dzieci i osoby starsze.

Jej bezpośrednia przyczyna nie jest znana, choć wiadomo, że zasadniczą rolę w narastaniu zmian patogenetycznych odgrywają zaburzenia autoimmunologiczne. Intensywny rozwój nowych metod farmakoterapii w ostatnich latach spowodował, że w SM stosuje się innowacyjne produkty lecznicze o różnych mechanizmach działania i wysokiej skuteczności.

W Polsce nastąpił pewien postęp w leczeniu chorych na SM. Od 2011 roku lekarze mieli możliwość stosowania interferonu w ramach programu lekowego u tych pacjentów tylko do pięciu lat (poprzednio tylko do trzech). W 2013 roku wprowadzono program lekowy dopuszczający użycie leków II rzutu, a od ubiegłego roku zniesiono ograniczenia czasowe w podawaniu leków pierwszoliniowych, uzależniając czas leczenia od stanu klinicznego chorych. 

Co jeszcze można zrobić dla poprawy leczenia chorych na SM w Polsce? Zastanawiała się nad tym grupa ekspertów zaproszonych przez „Puls Medycyny” na spotkanie w ramach platformy „Dialog dla zdrowia”. W spotkaniu wzięli udział: prof. dr hab. n. med. Krzysztof Selmaj, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, prof. dr hab. n. med. Danuta Ryglewicz, konsultant krajowy ds. neurologii, dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. zdrowia Uczelni Łazarskiego, dr n. med. Wojciech Matusewicz, prezes AOTMiT, Ewa Czeszejko-Sochacka, poseł na Sejm RP, Tomasz Połeć, przewodniczący Rady Głównej Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego.

Prof. Krzysztof Selmaj: Stward-nienie rozsiane jest jedną z głównych chorób neurologicznych. Stanowi ona duży problem społeczny, ponieważ dotyczy do 3 mln ludzi na świecie, a w Polsce około 45-50 tys. chorych. Dotyka w dużym stopniu ludzi młodych, bo szczyt zachorowań przypada na 20-30 r.ż. Jest to choroba nieuleczalna, z którą chory musi się zmagać do końca swoich dni. Choruje na nią dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn (stosunek 2:1). To zróżnicowanie nie jest do końca wyjaśnione.
Istnieje mocno ugruntowany i udowodniony pogląd, że jest to choroba o mechanizmach immunologicznych, czyli spowodowana zaburzoną funkcją układu odpornościowego. Klasyfikujemy ją wśród chorób z autoagresji albo z zaburzeń autoimmunologicznych. Możemy ingerować w mechanizmy, które prowadzą do powstawania zmian patologicznych w mózgu i rdzeniu kręgowym.

W ostatnich dwóch dekadach nastąpił ogromny postęp w terapii tej choroby, głównie jej wczesnej postaci, którą nazywamy postacią rzutowo-remisyjną. W tym okresie choroby dominują zmiany zapalne, a prawie wszystkie leki, którymi dysponujemy w terapii SM, działają na komponent zapalny choroby. Nowe możliwości leczenia łączą się jednak z ogromnymi kosztami. Próbujemy znaleźć złoty środek (m.in. podczas wielu dyskusji), aby jak najwięcej pacjentów mogło z nich skorzystać.

Prof. Danuta Ryglewicz: W terapii
stwardnienia rozsianego dokonało się dużo pozytywnych zmian na przestrzeni ostatnich kilku lat. Wprawdzie zgoda na refundację nowych produktów leczniczych jest wydawana w Polsce wolniej, niemniej jednak mamy obecnie możliwość stosowania leków I i II rzutu. Do programu lekowego leczenia stwardnienia rozsianego lekami I rzutu (interferon beta 1a, interferon beta 1b, octan glatirameru) kwalifikowani są chorzy z umiarkowanie aktywną postacią SM, natomiast w przypadku bardzo aktywnej postaci, chorzy są kwalifikowani do programu lekowego lekami II rzutu. (fingolimod i natalizumab). W ciągu ostatnich 5 lat podwoiła się liczba pacjentów, którzy są kwalifikowani do programów lekowych — obecnie jest to około 7,5 tys. osób. W kolejce, która jest wyznacznikiem dostępności do leczenia, oczekuje 819 pacjentów, czyli mniej więcej 10 proc., ale w kolejce pilnej jest 97 pacjentów. Sa to dane z NFZ, według których wzrosły też środki przeznaczone na terapię SM. Przed 5 laty były one na poziomie 100 mln zł, obecnie na pierwszą linię terapii przewidziane jest 208 mln zł (o 8 mln zł więcej niż w roku poprzednim), a na drugą linię 36 mln zł, o 2 mln zł więcej. Razem na programy lekowe przeznaczono w tym roku o 10 mln zł więcej środków.

Obecnie prowadzona jest ocena pod kątem zasadności refundacji nowych produktów leczniczych, które zostały zarejestrowane w Europie w latach 2013-2014 i są już stosowane dla umiarkowanie aktywnej postaci SM (fumaran dimetylu, teriflunomid, alemtuzumab, pegylowany interferon) oraz dla wysokoaktywnej postaci (finolimod i alemtuzumab).

Prof. Krzysztof Selmaj: W ostatnich latach rzeczywiście nastąpił progres w możliwościach terapii SM. Przez 20 lat (w tym roku mija 20 lat od pierwszej rejestracji leku na SM w Europie) mieliśmy do dyspozycji leki, nazywane teraz pierwszoliniowymi albo podstawowymi, które miały dość umiarkowaną skuteczność. Od kilku lat dysponujemy lekami wyraźnie skuteczniejszymi, które strategicznie nazywa się lekami drugoliniowymi, ale one mogą być również stosowane od początku u pacjentów, którzy tego wymagają.

W Polsce największy problem jest z dostępnością do leków drugoliniowych, które są przeciętnie 2 razy bardziej skuteczne od pierwszoliniowych. Obecnie są u nas refundowane dwa leki drugoliniowe. W przypadku jednego pacjent musi najpierw być leczony lekiem podstawowym i dopiero po udowodnieniu jego nieskuteczności, może rozpocząć leczenie drugoliniowe. Jest to w miarę sensowne, jeżeli pacjent choruje łagodnie, to możemy zaczynać od leków podstawowych, ale jeżeli zaczyna chorować ciężko, wtedy trzeba szybko rozpoczynać leczenie jak najskuteczniejsze. Jednak pacjent jest zmuszony do leczenia lekami podstawowymi i ten rok traci z powodu ich nieskuteczności, a czasami rok w SM bardzo dużo znaczy. W przypadku drugiego leku stosowanego w II linii refundacja jest tylko dla pewnej subpopulacji pacjentów z SM — niebędących nosicielami wirusa JC, który w czasie tej terapii może się reaktywować. Taki sposób refundacji jest dość unikatowy w Europie, dlatego że we wszystkich krajach unijnych lek jest dopuszczony także dla nosicieli wirusa JC (przy zachowaniu wszystkich środków bezpieczeństwa). Polskie kryteria refundacyjne są w przypadku leków drugoliniowych znacznie ostrzejsze niż kryteria rejestracyjne, bo żeby móc dostać skuteczniejszą terapię, nasi pacjenci muszą być bardziej chorzy. Jest to pewna dyskryminacja pacjentów z SM. Wśród tych 7,5 tys. leczonych pacjentów z SM nie mamy nawet 500 leczonych lekami drugoliniowymi, czyli tymi skuteczniejszymi.
W Europie średni stosunek pacjentów pierwszoliniowych do drugoliniowych wynosi 20 proc. Ale w Europie mamy kraje bogate, średniozamożne i niezamożne... Trzeba jednak stwierdzić, że dostęp do leków drugoliniowych w wielu krajach naszego regionu jest bardzo dobry, np. na Słowacji nie ma ograniczeń w takim leczeniu.

Prof. Danuta Ryglewicz: Zga-dzam się, że do bardzo aktywnej postaci SM mamy w Polsce w tej chwili w ramach pierwszej linii tylko jeden lek (natalizumab). Po opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, wprowadzono ograniczenia, że pacjenci seropozytywni, czyli mający przeciwciała przeciwko wirusowi JC, nie mogą być leczeni natalizumabem, czego nie ma w danych rejestracyjnych i co ogranicza dostępność do leczenia chorych z ciężką postacią SM.

Do II linii leczenia są kwalifikowani chorzy po niepowodzeniu terapii lekami I linii. Przyjęte w programie kryteria określające skuteczność leczenia są rzeczywiście wysokie (2 lub więcej rzutów umiarkowanych lub 1 ciężki rzut oraz zmiany widoczne w badaniu rezonansu magnetycznego w postaci więcej niż jednej nowej zmiany GD(+) lub więcej niż dwu nowych zmian w sekwencji T2).

Obecnie do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji złożony jest wniosek, aby rozszerzyć możliwość leczenia pacjentów z ciężką, szybko postępującą postacią SM poprzez dołączenie fingolimodu i alemtuzumabu do programu I linii.

Być może kryteria oceny braku skuteczności terapii lekami I linii powinny być zmodyfikowane. Wymaga to jednak dyskusji w gronie ekspertów, gdyż to temat kontrowersyjny. Należy pamiętać, że nowe, wyraźnie skuteczniejsze leki są obciążone większym ryzykiem występowania poważnych objawów niepożądanych.

Prof. Krzysztof Selmaj: W większości krajów unijnych kryteria refundacyjne są równorzędne z kryteriami rejestracyjnymi. Po to jest całe postępowanie rejestracyjne przed Europejską Agencją Medyczną, aby określić wskazania do stosowania leku.

Prof. Danuta Ryglewicz: Co innego rejestracja leku, a co innego zgoda na jego refundację. Rejestracja oznacza, że lek może być stosowany w określonej chorobie, natomiast refundacja określa poziom finansowania leczenia ze środków publicznych. W tym zakresie w każdym kraju obowiązują różne zasady. Niemieckie wytyczne też mówią, że w przypadku nieskuteczności leczenia lekami pierwszej linii, aby zakwalifikować do drugiej, powinien wystąpić co najmniej 1 rzut i zmiany w rezonansie magnetycznym (co najmniej 1 ognisko Gd (+) albo nowe ognisko w sekwencji T2).

Prof. Krzysztof Selmaj: Pojęcie nieskuteczności funkcjonuje dlatego, że mamy terapię eskalacyjną. Czyli u pacjentów z postacią choroby umiarkowaną do średniej zaczynamy od leków podstawowych i jeżeli są nieskuteczne, przechodzimy dalej. Jeżeli jednak choroba od razu rozwija się u pacjenta intensywnie, zaczynamy od tego skutecznego leczenia, którego właśnie tutaj brakuje.

Dr Jerzy Gryglewicz: Musimy mieć świadomość, że zapisy w programach lekowych są efektem negocjacji firm farmaceutycznych z Ministerstwem Zdrowia. Jeśli firma farmaceutyczna składa wniosek o refundowanie leku w ramach drugiego rzutu, to Ministerstwo Zdrowia nie ma żadnej możliwości dokonywania tutaj zmian. Pozostałe zapisy w programach lekowych to często kompromis, pomiędzy oczekiwaniami firmy farmaceutycznej a możliwościami finansowaymi płatnika, dotyczący objęcia leczenia określonej populacji pacjentów.

Dr Wojciech Matusewicz: Nie jest tak, że administracyjnie minister sam z siebie podejmuje decyzję refundacyjną. Programy lekowe to jest jedna z trzech głównych pozycji dostępności refundacyjnej. Dziś cały proces refundacyjny zaczyna się od producentów. Firma występuje z wnioskiem o objęcie refundacją leku w danym wskazaniu, argumentując dlaczego powinien być finansowany. Często zdając sobie sprawę, że w Charakterystyce Produktu Leczniczego niektóre szersze wskazania rejestracyjne są oparte na niewielkiej liczbie badań. Firma ma świadomość tego, na co stać dany kraj w kwestii refundacji leków.

Koszty pośrednie w leczeniu SM są względnie niskie, tylko 52 proc. — mniej więcej takie jak w chorobach związanych z paleniem tytoniu. Bardzo droga jest sama terapia. Koszty leków pochłaniają takie środki publiczne, że koszty pośrednie są zamazywane, choć wydawać by się mogło, że z powodu tej choroby nieproduktywność pacjentów powinna być dużo większa.

Ewa Czeszejko-Sochacka: Jestem
matką dziecka chorego na SM, dla którego w Polsce nie ma leczenia. Dlaczego? Dlatego, że kryteria kwalifikacyjne do refundacji najskuteczniejszych leków tzw. drugoliniowych są tak obwarowane licznymi warunkami, znacznie przekraczającymi wymagane przy rejestracji leków, że bardzo niewielu pacjentów może skorzystać z tych terapii. Szczególne znaczenie ma ten fakt dla chorych z pierwotnie czy wtórnie postępującym SM. A na przykład w Wielkiej Brytanii aż 50 proc. chorych na SM otrzymuje od razu leki drugoliniowe. Mogę wymienić wiele nazwisk młodych osób, które są w podobnej sytuacji. Nie jest też prawdą, że to lekarz decyduje po rozpoznaniu choroby o rodzaju terapii lekowej. Lekarze często są zmuszeni odmawiać leczenia chorym, ponieważ ci nie kwalifikują się do leczenia drugiego rzutu ze względu na zbyt trudne kryteria. Również warunek postawienia przez lekarza tzw. pewnego rozpoznania w zakwalifikowaniu do programu lekowego oznacza najczęściej opóźnienie rozpoczęcia terapii. Tzw. pewne rozpoznanie oznacza przecież kolejne zaostrzenie choroby. Niekorzystny jest również warunek Ministerstwa Zdrowia konieczności rozpoczynania leczenia od interferonów przed terapią drugoliniową.
Gdyby od początku zapewniać chorym dostęp do nowoczesnej terapii — jak się to robi w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, we Francji czy w Niemczech — to młodzi ludzie, tacy jak mój syn, mieliby szansę dalej prowadzić normalne, dorosłe życie. Wiktor był leczony interferonami, które nie przyniosły efektów, a w tej chwili tak naprawdę nie ma dla niego dalszego leczenia. Poddał się terapii komórkami macierzystymi. Często lekarze mówią takim pacjentom: „Niech pan/pani bierze interferon, bo to lepsze niż nic”. I oni są dalej tak leczeni, mimo że nie przynosi to efektu. A to też są pieniądze publiczne, niemądrze wydawane.

Patrzę na to jako matka, dla której to bolesna historia osobista, i jako poseł, który chce pomóc ulepszyć system. Leczenie SM wcale nie jest takie drogie. Dla porównania: w 2013 r. leczenie szpitalne SM kosztowało państwo 44 mln zł, w 2014 r. sam program lekowy, refundowany przez NFZ, to był koszt 178 mln zł. Ale już koszty pośrednie, m.in. z tytułu utraconej produktywności chorujących, a także wydatki ZUS na różne świadczenia, wynoszą ponad 444 mln zł. Widać wyraźnie, że bardziej opłaca się leczyć młodych chorych, niż utrzymywać rzeszę niepełnosprawnych, którzy nie są w stanie pracować.

Lepiej, żeby młody chorujący, najczęściej jeszcze zdolny do pracy, wcześniej dostał właściwe, adekwatne do swojego stanu, leczenie. Rozpoczęcie terapii opóźnia oczekiwanie na rzuty, które muszą się pojawić, żeby chory mógł być zakwalifikowany do farmakoterapii. Uważam, że trzeba zmienić kwalifikacje do terapii lekami drugoliniowymi zgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi. To nie jest tak, że kryteria rejestracyjne są identyczne z refundacyjnymi. Rozmawiałam na ten temat z wiceministrem zdrowia Igorem Radziewiczem--Winnickim, który twierdzi, że „trzeba to przedyskutować z producentami”.

Narodowy program, opracowany przez Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego, obejmujący kompleksowe podejście do opieki zdrowotnej nad chorymi na SM, został złożony w Ministerstwie Zdrowia ponad 10 lat temu. Uznano wtedy, że jest niezgodny z przepisami ustawy z roku 2004 o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. To trzeba uregulować. Uważam, że chorzy na SM, tak jak chorzy na raka, powinni mieć specjalnego koordynatora leczenia. Ponadto sporym problemem jest brak dostępu do informacji — część chorych z mniejszych ośrodków nie wie nawet, jakie ma prawa albo o jaką pomoc może się ubiegać. Trzeba ich na bieżąco informować m.in. o systemie wypłaty rent i możliwościach rehabilitacji.

Tomasz Połeć: Wspomniane przez 
panią poseł pomysły są w dużej części nasze wspólne, ponieważ Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego od wielu lat walczy o zmianę postrzegania i traktowania SM przede wszystkim zaś o uwzględnienie praw chorego w systemie opieki zdrowotnej.

Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego od lat zwraca uwagę na to, że celem działania jest godność chorego. Możemy ją osiągnąć przede wszystkim przez dostęp do leczenia, rehabilitacji, środków pomocniczych, do tych wszystkich praw, które choremu na SM powinny przysługiwać. Na Zachodzie chorzy na SM starają się realizować swoje marzenia, natomiast chorzy w Polsce marzą o tym, żeby normalnie żyć. I to jest chyba kwintesencja tego, z czym mamy w naszym kraju do czynienia.
Dla mnie nie do końca zrozumiałe są bariery, które w Polsce praktycznie uniemożliwiają leczenie skutecznymi lekami. Bo przecież jeśli w Europie jakieś leki są już wprowadzane, chorzy mogą z nich korzystać, a Polska jest członkiem Unii, nie bardzo rozumiem, skąd biorą się te przeszkody. Zdaję sobie sprawę, że nasz kraj ma ograniczone środki, w związku z tym państwo tworzy swoisty wentyl (kryteria), powstrzymujący chorych, próbujących otrzymać skuteczne leczenie. Stwarza się ostre kryteria, przyjmuje długotrwałe procedury, żeby zmniejszych liczbę pacjentów z refundowanym leczeniem. Tymczasem można te pieniądze, które są, lepiej wykorzystać. Ostre kryteria włączenia do leczenia sprawiają, że chorzy szybko stają się niepełnosprawni, przechodzą na renty, tym samym obciążając budżet państwa. Gdyby byli leczeni, wielu z nich zachowałoby sprawność, mogłoby pracować. Innymi słowy, takie samo jest obciążenie dla budżetu, ale część chorych zachowuje godność życia. Pracują, utrzymują rodziny, normalnie funkcjonują. To jest bezcenne.

Dr Jerzy Gryglewicz: Uczelnia Łazarskiego rozpoczęła kolejny projekt badawczy dotyczący stwardnienia rozsianego. Opierając się na danych zawartych w poprzednim raporcie ,,Społeczno-ekonomiczne skutki stwardnienia rozsianego w Polsce” chcemy opracować projekty szczegółowych rozwiązań, możliwych do implementacji przez różnych decydentów.

Analizując wydatki na świadczenia ZUS dla osób z SM za 2012 rok, wynoszące ogółem 256 mln zł, aż 231 mln zł to wydatki przeznaczone na renty z tytułu niezdolności do pracy, natomiast koszty zwiazane z absencją chorobową osób zatrudnionych to zaledwie 13 mln zł. Oznacza to, że lekarze orzecznicy ZUS bardzo szybko przyznają renty, uznając brak możliwości pracy przez osoby chorujące na SM. Dodatkowym potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że zaledwie 250 tys. zł rocznie ZUS przeznacza na świadczenia rehabilitacyjne. Oznacza to, że ZUS praktycznie nie inwestuje w rehabilitację osób chorujących na SM.

Obecnie także rehabilitacja lecznicza finansowana przez NFZ nie uwzględnia specyfiki związanej z rehabilitacją pacjentów z chorobami przewlekłymi, w tym również z SM. Głównym problemem są ograniczenia związane z maksymalną liczbą procedur rehabilitacyjnych udzielanych jednemu pacjentowi w ciągu roku. W przypadku pacjentów pourazowych często rehabilitacja kończy się pełnym powrotem do zdrowia, natomiast pacjent z SM musi być rehabilitowany do końca życia, najlepiej z kompleksowym leczeniem farmakologicznym i opieką psychologiczną. Brak zapewnienia pełnej rehabilitacji może wpływać na obniżenie skuteczności terapii lekowych.

W toku realizowanego projektu badawczego opracujemy projekt programu rehabilitacji leczniczej w ramach prewencji rentowej dla pacjentów z SM finansowanej przez ZUS. Bardzo dobre efekty programów dla kobiet po mastektomii i dla pacjentów kardiologicznych dają szansę młodym pacjentom na poprawę stanu zdrowia i możliwość większej aktywności zawodowej, zwłaszcza na opóźnienie wieku, w którym obecnie pacjenci z SM uzyskują renty z tytułu trwałej niezdolności do pracy. Obecnie, ze względu na krótki okres aktywności zawodowej, pacjenci z SM uzyskują średnio świadczenia w wysokości nieznacznie ponad 1000 zł miesięcznie.

Prof. Krzysztof Selmaj: To jest interesująca dyskusja, ale proponowałbym zdefiniować kilka najbardziej palących problemów, które trzeba rozwiązać. Jednym z najważniejszych jest problem leczenia drugoliniowego. To „czarna dziura”, w którą pacjent trafia i nie może być leczony inaczej, bo jest leczony interferonem, lub jest seropozytywny i po prostu nie ma co zrobić ze sobą. Rozumiem, że tego nie rozwiążemy bez producentów, którzy są odpowiedzialni za składanie wniosków refundacyjnych. Może oni określą, dlaczego składają wnioski z zaostrzonymi kryteriami refundacji, może ktoś inny im to proponuje. Ale niech to ktoś wyraźnie określi, bo inaczej to jak gra w głuchy telefon. My mówimy, że jest niespecjalnie dobrze, oni mówią, że nie mogą więcej zrobić, a pacjenci są zostawieni sami sobie.

Ważną kwestią, o której w ogóle nie mówiliśmy, jest rozpoczęcie leczenia. SM jest chorobą bardzo skomplikowaną w swojej naturze i pierwszy epizod SM, określany enigmatycznym skrótem CIS, jest dla pacjentów nie bardzo zrozumiały. Ten pierwszy epizod choroby demielinizacyjnej jest w ponad 90 procentach rozpoznaniem SM i w większości krajów na świecie leczenie rozpoczyna się już na tym wczesnym etapie. Są twarde wyniki naukowe, że rozpoczęcie leczenia bardzo wcześnie daje dużo lepsze efekty. W Polsce o tym w ogóle nie mówimy. Pacjenci przychodzą po tym pierwszym epizodzie, mają duże zmiany w rezonansie i to jest SM, a my możemy tylko powiedzieć: „Musi pan czekać”.

Prof. Danuta Ryglewicz: Jeżeli u pacjenta z zespołem CIS występują objawy wskazujące na wysoką aktywność procesu, to istnieje możliwość włączenia go do programu leczenia lekami I linii, gdyż przyjęto zasadę, że diagnoza oparta jest na kryteriach diagnostycznych McDonalda z 2010 roku.

Prof. Krzysztof Selmaj: Musimy postępować zgodnie z regułami programu NFZ. Pierwszy pierwszy epizod SM jest wyłączony z programu lekowego. Tu też trzeba byłoby się nad tym bardzo mocno zastanowić, jak to zmienić, ale to znowu jest pytanie do producentów. Rozumiem, że oni muszą wystąpić do Agencji Oceny Technologii Medycznych z propozycją takiego programu.

Dr Wojciech Matusewicz: Zapisy, o które państwo w tej chwili walczycie, nie wymagają żadnych szczególnych zgód firm farmaceutycznych. Poszerzenie wskazań jest pewnego rodzaju kompromisem. Tutaj wymagane jest też zaangażowanie konsultanta krajowego, który wskaże i uzasadni kierunek zmian. Należy jednak pamiętać, że każde poszerzenie wskazań skutkuje dodatnim wpływem na budżet, którego minister nie może zlekceważyć.

Prof. Danuta Ryglewicz: Na pewno po tej dyskusji w systemie opieki medycznej nad pacjentami z SM powinny być wprowadzone zmiany. W tym roku jeszcze, zgodnie z decyzją Zarządu Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, zostaną opracowane przez zespół ekspertów, podobnie jak to było 2 lata temu, zalecenia dotyczące leczenia chorych na SM. Pan prof. Selmaj jest jednym z ekspertów, bez wątpienia więc omawiane na dzisiejszym spotkaniu problemy będą szczegółowo oceniane i dyskutowane.

Dr Jerzy Gryglewicz: Warunek: dwa rzuty i dwa ogniska wzmacniające, czyli kryteria dopuszczenia do leczenia drugoliniowego, spełnia bardzo mało pacjentów.

Prof. Danuta Ryglewicz: W trak-
cie opracowywania wytycznych Polskie-go Towarzystwa Neurologicznego ten punkt bez wątpienia będzie uwzględniony, podobnie jak kryteria dla ośrodków, które mogą prowadzić programy lekowe.

Ewa Czeszejko-Sochacka: Jako poseł z Warszawy uczestniczę w pracach sejmowej Komisji Zdrowia, a także pracuję w podkomisjach, m.in. zajmującej się ustawą o zawodzie fizjoterapeuty. Dlatego — zgodnie z państwa sugestiami — wniosę interpelację do ministra zdrowia w sprawie możliwości stworzenia ośrodka referencyjnego. Kiedy dostanę odpowiedź, przekażę państwu informację i podejmiemy dalsze działania. Druga sprawa: czy Stowarzyszenie może napisać pismo do konsultanta krajowego w sprawie leczenia drugoliniowego. Po otrzymaniu odpowiedzi, złożę wniosek o konsultację u ministra zdrowia. Możemy tak się umówić?

Zebrani zgodzili się na taki tryb postępowania.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Kalendarium

« » październik 2017
PnWtŚrCzPtSbN
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5