Dialog dla zdrowia „W trosce o mężczyznę — rak prostaty”

Małgorzata Konaszczuk

„Puls Medycyny” stworzył platformę dyskusyjną „Dialog dla zdrowia” jako przestrzeń do rozmów o osiągnięciach współczesnej medycyny w kontekście wyzwań nie tylko terapeutycznych, lecz także społecznch i ekonomicznych. 20 marca br. w siedzibie Bonnier Business Polska odbyło się kolejne, czwarte spotkanie z tego cyklu.

Celem debaty była analiza sytuacji pacjentów z rakiem prostaty od momentu diagnozy przez kolejne etapy leczenia. Moderatorem spotkania był redaktor Krzysztof Michalski z Polskiego Radia PR 1, autor audycji naukowej „Wieczór Odkrywców”, członek Rady Upowszechniania Nauki PAN oraz rzecznik pacjentów onkologicznych. W pierwszych słowach podziękował on redakcji „Pulsu Medycyny” za zainteresowanie zdrowotnymi problemami mężczyzn.

W debacie uczestniczyli: prof. dr hab. n. med. Piotr Wysocki, kierownik Kliniki Onkologicznej Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie (COI) w Warszawie, prof. dr hab. n. med. Henryk Zieliński, kierownik Kliniki Urologii Ogólnej, Czynnościowej i Onkologicznej Wojskowego Instytutu Medycznego CSK MON w Warszawie, dr n. med. Mariola Kosowicz, kierownik Zakładu Psychoonkologii COI w Warszawie, dr n. med. Michał Sutkowski, prezes Oddziału Warszawskiego Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, Jacek Gugulski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, Tomasz Michałek, pełnomocnik zarządu ds. współpracy międzynarodowej Stowarzyszenia „UroConti” oraz Michał Jachimowicz, prezes MAHTA Spółka z o.o.

Najważniejsze wczesne 
wykrycie i odpowiednie leczenie

Ze statystyk, które przedstawił prof. Piotr Wysocki, wynika, że stale wzrasta zarówno zapadalność na raka prostaty, jak i liczba zgonów z jego powodu.

„Jak wszyscy dobrze wiemy, nowotwór prostaty diagnozuje się w Polsce zbyt późno” — stwierdził dr n. med. Michał Sutkowski. Według niego, lekarz rodzinny powinien odgrywać kluczową rolę w zmianie tej sytuacji. „Oczywiście, nie zastąpi onkologa i urologa. Powinien być jednak uzbrojony przez płatnika w podstawowe narzędzia diagnostyczne, pomagajace wykryć nowotwór w możliwie najwcześniejszym stadium. Lekarz rodzinny powinien więc móc zlecić badanie PSA, USG. Obecnie nie może tego zrobić” — podkreślał dr Sutkowski.

Prof. dr hab. n. med. Henryk Zieliński ocenił, co wpływa na słabą wykrywalność nowotworu prostaty we wczesnym stadium. „Ciągle toczy się dyskusja nad znaczeniem badań przesiewowych, które pochłaniają spore koszty. Do rozpoznania choroby potrzebne nam są dwa elementy: badanie per rectum i badanie PSA, które wykonuje urolog oraz badanie histopatologiczne wykonywane po biopsji gruczołu krokowego. Diagnostyka obrazowa ma zdecydowanie mniejsze znaczenie, aczkolwiek jest potrzebna w dalszym etapie (ultrasonografia transrektalna, podczas której dokonuje się biopsji gruczołu krokowego). Zastanawianie się dzisiaj, czy PSA powinno być wykonywane, to uciekanie od problemu, bo jeśli stężenie antygenu jest podwyższone, konieczna będzie dalsza diagnostyka. Badania przesiewowe służą rozpoznawaniu jak największej liczby nowotworów we wczesnym stadium, co pozwala leczyć je operacyjnie z bardzo dobrym wynikiem” — wyjaśniał prof. Zieliński.

Jak zachęcić mężczyzn 
do kontroli zdrowia

O chorobach nowotworowych i ich profilaktyce wiemy coraz więcej. Dlaczego więc tak trudno jest namówić mężczyznę, aby zbadał gruczoł krokowy? Niewątpliwie chodzi o kontekst społeczny i psychologiczny.

„Dziesięć lat temu mężczyzna nie chodził do lekarza, bo w ogóle nie myślał o swoim zdrowiu, natomiast dzisiaj powodem unikania wizyt u lekarza jest chroniczny brak czasu — mówiła dr n. med. Mariola Kosowicz. — Żyjemy w czasach dualistycznych postaw — z jednej strony coraz więcej ludzi posiada wiedzę na temat objawów chorób nowotoworowych i potwierdza słuszność wykonywania badań profilaktycznych, natomiast z drugiej strony coraz częściej sposobem radzenia sobie wielu ludzi z sytuacjami trudnymi jest ich wyparcie lub zaprzeczenie im. Z tego też względu człowiek zawsze znajdzie argument, aby nie pójść do lekarza i tak np. zgubne może okazać się myślenie typu: „mój ojciec, matka nie chorowali na raka, więc nie ma potrzeby wpadać w panikę”, „nie widzę krwi w moczu, więc nie mam się czym martwić”.

Według Tomasza Michałka, przemyślana polityka zdrowotna w dużej mierze mogłaby kształtować zachowania Polaków. „Nie byłoby niczym złym, gdybyśmy mieli obowiązek przebadania się w wieku 45 lat pod kątem raka prostaty, a im bylibyśmy starsi, tym częściej należałoby powtarzać badanie. W ten sposób pomożemy zrówno sobie, jak i sysytemowi ochrony zdrowia” — proponował pełnomocnik zarządu Stowarzyszenia „UroConti”.

„Trafiając do lekarza rodzinnego — dodawał dr Sutkowski — pacjent powinien już na tym etapie oczekiwać wiedzy i empatii. Jeden człowiek wymaga więcej serdecznej uwagi, inny mniej, ale akurat pacjent onkologiczny powinien być prowadzony za rękę z ogromnym wyczuciem, o którym mówią wszyscy tu obecni, zwracajac uwagę także na kontekst jego sytuacji rodzinnej, zawodowej. To wszystko ma ogromne znaczenie zarówno na etapie rozpoznania, jak i leczenia. W przypadku zastosowania każdej z możliwych terapii — czy będzie to hormonoterapia, radioterapia, czy innowacyjna metoda leczenia opornego na kastrację raka prostaty — jakość życia pacjenta, przekładająca się na jego sens, ma kluczowe znaczenie dla samego chorego, ale również dla jego bliskich i wreszcie dla społeczeństwa”.

Trudne zadanie 
dla onkologa klinicznego

Dużą część chorych z wczesnym rozpoznaiem raka gruczołu krokowego uda się wyleczyć. Problem powstaje wtedy, gdy dochodzi do wznowy. Tu rozpoczyna się trudna walka o pacjenta zarówno urologów, jak i onkologów klinicznych. Każdego dnia prowadzi ją prof. Piotr Wysocki.

„Gdy dochodzi do ponownego wzrostu stężenia PSA, chorym można zaproponować radioterapię, a u pacjentów, którzy byli jej już poddawani, można w pewnych warunkach rozważać zabieg operacyjny. Najgorzej jest wtedy, gdy pojawią się przerzuty odległe, najczęściej zlokalizowane w obrębie struktur kostnych. Nasz sposób postępowania jest taki, jak w przypadku każdej choroby przewlekłej — mówił prof. Wysocki. — Dziś ocena, że choroba jest nieuleczalna, nie oznacza, że nie możemy jej długotrwale kontrolować, stosując odpowiednie leczenie farmakologiczne. Podstawą leczenia systemowego zaawansowanego raka gruczołu krokowego jest hormonoterapia. Niestety, po jakimś czasie komórki nowotworowe ewoluują i próbują nas przechytrzyć, czyli ominąć to, co stosujemy i wówczas rak prostaty przechodzi w stadium oporności na kastrację. Pod koniec ubiegłej dekady opracowano leki, które uderzają w mechanizmy hormonooporności uruchamiane w komórkach raka gruczołu krokowego. Wprowadzenie tych leków, czyli octanu abirateronu, a po nim enzalutamidu, pozwala odzyskać kontrolę nad procesem nowotworowym, a w konsekwencji znamiennie poprawić rokowanie oraz jakość życia chorych na zaawansowanego raka prostaty opornego na kastrację”.

Brak dostępności do nowych terapii może zabić nadzieję

Redaktor Krzysztof Michalski pytał prof. Piotra Wysockiego o realną dostępność nowych terapii zaawansowanego raka prostaty dla polskich pacjentów.
Prof. Piotr Wysocki przypomniał, że dopiero od stycznia tego roku refundowany jest octan abirateronu, który do obrotu został wprowadzony w 2011 r. Kolejnym lekiem, o który walczą dziś dla swoich pacjenów onkolodzy, jest enzalutamid. Obecnie po wyczerpaniu wszystkich możliwości terapii hormonalnej opartej na dostępnych w Polsce lekach, onkolog nie może zaproponować choremu kolejnego etapu leczenia.

„Pozostaje leczenie objawowe, zmniejszenie bólu, ale to nie poprawia rokowania — zauważył prof. Wysocki. — Wspomniana nowa terapia to jest leczenie, którego wcześniej nie mieliśmy, a które nie tylko znacząco wydłuża życie pacjentów, ale też poprawia jego jakość. Dla nas, onkologów klinicznych, w sytuacji gdy walczymy z chorobą przewlekłą, która próbuje ciągle wydostać się spod naszej kontroli, ważna jest możliwość zapewnienia chorym wszystkich możliwych opcji terapeutycznych. Dzięki temu coraz bardziej możemy traktować zaawansowanego raka prostaty jako chorobę przewlekłą. Efekty takiego myślenia najwyraźniej widzimy już w przypadku chorych na raka piersi. W tej chwili przeżycie pacjentek z przerzutami do kości czy tkanek miękkich, a nawet do niektórych narządów wewnętrznych w przebiegu raka piersi sięga kilku, a nawet kilkunastu lat i nie mówię tu o pojedynczych przypadkach”.

Eksperci uczestniczący w debacie jednogłośnie stwierdzili, że dla chorego tłumaczenie, iż lek jest niedostępny, bo ministerstwo go nie refunduje, nie jest do zaakceptowania. Co lekarze mówią wtedy swoim pacjentom? „Możemy tylko motywować pacjenta, by się nie poddawał i zapewnić, że będziemy prowadzić jego leczenie w taki sposób, by w jak najlepszym stanie doprowadzić go do momentu, kiedy ów oczekiwany lek będziemy mogli zastosować — mówił prof. Wysocki. — Pacjent ma wówczas „punkt uchwytu”, dla którego warto walczyć. Jeżeli by wiedział, że lek jest, ale w perspektywie pięciu lat go nie otrzyma, to rozmowa byłaby dramatycznie ciężka. Na razie jako środowisko mamy nadzieję, że te leki pojawią się jednak wcześniej niż później, choć frustrująca jest wiedza, że proces negocjacyjny, nawet po korzystnej decyzji AOTM, potrafi trwać nawet ponad rok”.
Na pytanie, dlaczego to tak długo trwa i czy Polskę stać na niestosowanie tych nowych terapii, próbował odpowiedzieć Michał Jachimowicz, prezes firmy MAHTA, który na co dzień zajmuje się oceną kosztów innowacyjnych terapii w kontekście osiąganych efektów zdrowotnych.

„Elementem nierozerwalnie związanym z efektem zdrowotnym jest jakość życia i nie można go pomijać w ocenie kosztów leczenia — podkreślił Michał Jachimowicz. — Próg przyjęty oficjalnie w ustawie to trzy razy PKB per capita za jednostkę efektu zdrowotnego QALY, czyli dodatkowego roku życia skorygowanego o jego jakość. Warto zwrócić uwagę, że taki próg opłacalności, który został przyjety w Polsce, został właśnie zmieniony w tych krajach, z których ten wzorzec przejęliśmy, gdyż uznano go za archaiczny. Terapie innowacyjne są drogie, ale w miarę upływu czasu tanieją. Bardzo skuteczny zolendronian został w Polsce udostępniony chorym na raka prostaty z przerzutami do kości dopiero w ubiegłym roku, tymczasem w innych krajach pacjenci mogli z niego korzystać od kilkunastu lat. Dodajmy też, że wprowadzenie tego leku po przeszło 10 latach to nie wynik poprawy sprawności naszego systemu, tylko tak długiego odwlekania decyzji, aby lek staniał. Czy takie postępowanie jest etyczne?” — zastanawiał się Michał Jachimowicz. Według niego, oszczędności na kosztach leczenia dzięki ustawie refundacyjnej wynoszą około 2 mld zł rocznie w porównaniu z ubiegłymi latami. Płatnik obiecywał, że te pieniądze będą wydawane na udostępnianie chorym nowoczesnych terapii. Czy tak się dzieje?

„Z oszczędzonych każdego roku 2 mld złotych, na nowe terapie wydaje się — według naszych obliczeń — jedynie pół miliarda złotych rocznie. Gdzie zatem podziało się łącznie około 3 mld złotych? Za te pieniądze można byłoby spodziewać się znacznie więcej” — konkluduje Michał Jachimowicz.
„Nie ma takiego systemu na świecie, który nie miałby ograniczeń, ale decydenci nie patrzą szeroko na problem — dodawał Jacek Gugulski. — Zastosowanie dziś droższego leku nie decyduje o tym, że finalnie leczenie jest droższe. Jeśli bowiem dzięki tej terapii pacjent będzie pracował, opłacał składki, opłacał podatki i będzie wypracowywał dochód narodowy, to decyzja refundacyjna się opłaci — będzie inwestycją, a nie wydatkiem”.

Spojrzenie w przyszłość 
— wnioski z dyskusji

„Mamy wspaniałych fachowców, którzy mają ogromną wiedzę i cieszą się uznaniem w świecie nauki — mówił Jacek Gugulski. — Brak im natomiast pełnego wachlarza terapeutycznego, który mogliby zastosować. Wiedzą, jak leczyć, a nie zawsze mogą tak leczyć!”.

„Pozytywny jest fakt, że w ogóle rozmawiamy na tak trudne tematy. Chciałabym, aby wszystkie poruszone tu kwestie trafiały również do pacjentów — podsumowała dr Mariola Kosowicz. — Myślę, że jeżeli będziemy zacieśniali współpracę lekarza pierwszego kontaktu, psychologa, urologa i onkologa, to będziemy mówić jednym głosem w trosce o los konkretnego człowieka zmagajacego się z chorobą. Nie możemy straszyć pacjentów, ale dawać im realną nadzieję. Znam chorych, którzy czekają na możliwość zastosowania u nich nowych terapii i czują się źle traktowani, odrzuceni. Nasze zadanie na dziś to — w kontekście ogromnego zagrożenia chorobami nowotworowymi — dobra współpraca wielodycyplinarnych zespołów wyposażonych w wiedzę i empatię oraz nowoczesne narzędzia mogące na każdym etapie choroby zapewnić pacjentowi dobrą jakość życia”.

„Rolą systemu jest również pilnowanie finansów, ale może warto ten system bardziej zrównoważyć, aby nie dochodziło do takich sytuacji, jak oczekiwanie ponad 10 lat na nowoczesną terapię” — dodał Michał Jachimowicz.

Profesor Wysocki podsumował: „Nie wiemy, jak długo będziemy czekać na możliwość zastosowania kolejnych nowoczesnych terapii, takich jak enzalutamid czy alfaradin, będący radioizotopem, bardzo skutecznym w leczeniu przerzutów do kości w przebiegu raka prostaty. Mam nadzieję, że będzie to na tyle krótko, by pomóc jeszcze tym, którzy już teraz czekają. Warto, by przy wszystkich rekonstrukcjach systemu nie tracić z oczu pacjenta. System systemem, ale to pacjent jest najważniejszy”.

Na podstawie dyskusji prowadzonej podczas debaty powstanie raport, w którym będziemy chcieli odpowiedzieć na pytania, jak poprawić dostęp do pełnego wachlarza terapeutycznego oraz jakiej pomocy i wsparcia oczekują pacjenci i ich bliscy. Materiał dostarczymy uczestnikom debaty, decydentom służby zdrowia, organizacjom pacjenckim.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Kalendarium

« » styczeń 2017
PnWtŚrCzPtSbN
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5